Umarła klasa 2010-07-21 20:16:51

Wszystko umiera...
powoli...


a co będzie dalej, tego nie wie nikt.

skomentuj (0)

Na terapii uzależnień 2010-07-17 14:49:05

Jestem Kobietą Uzależnioną.

Diagnoza zapadła.
Moja niezależność przepadła, następuje ubezwłasnowolnienie i wegetacja pełna cierpień.
Jestem uzależniona od Mojego Mężczyzny.

Nie, to nie tak, że nie umiem sobie zrobić kanapki, nie ma mnie kto zawieźć po papierosy, mieszkanie zapuszcza się kotami kurzu, a pęcnięta rura przecieka, zalewa sąsiadów, łąki, pola, całe wsie i gospodarstwa.

Nie.

umiem sobie radzić, jak jest źle i niedobrze, znam numer telefonu, jakby się coś działo, umiem nakarmić psa i kota, a także zrobić sobie herbatę... umiem też parę innych rzeczy, które mnie niewątpliwie co dnia ratują z opresji, choćby jak wymienić baterie do pilota...

Ale Mój Mężczyzna wyjeżdża.
Na długo czy niedługo, sprawa być może względna dla osób postronnych.
W każdym razie jeszcze nie wyjechał, a ja już tęsknię.
Tęsknię, bo wiem ile będzie wschodów i zachodów słońca, których nie będę mogła z nim dzielić, ile będzie pustych poranków i wieczorów, ile zapachów parzonej kawy będzie tylko dla mnie.

i mimo, że wiem, że przecież wróci, prawie już, już... to wcale nie chcę, żeby go nie było



Pewnie nie zrozumiecie, tak jak niewielu rozumie... to ta miłość tak wygląda...
nie jest to chore przywiązanie, nie jest to nakładanie ograniczeń czy zniewolenie drugiej osoby...
to jest szczęście, jakie znaleźć można nieczęsto... takie szczęście jedyne, niepowtarzalne...
sens życia; bo choć przecież można by osobno, to gdzie będzie lepiej?

Gdzie się spełnią sny...?


Zatęskniona

skomentuj (0)

Wyjątkowo zimny maj... 2010-05-21 10:38:41

Utożsamiając się z tym, co onegdaj śpiewała Kora - mogłabym zacytować tu cały tekst.

Czas zaczyna się lekko biegający - wszystko na już, a najlepiej na wczoraj. Niecodzienne problemy codziennej tak bardzo przecież szarej rzeczywistości ograniczają wolną przestrzeń w mojej głowie praktycznie do zera. Dokładając do tego zagadnienia niewiadomej przyszłości - moja pielęgnowana z dnia na dzień depresja rośnie w siłę, stając się nieodzownym partnerem w egzystencji.

Nie dręczcie mnie!

No :)

Będzie dobrze. Bo mi obiecał.
Pozbierać się. Już. Zaraz. Teraz.
Bo trzeba być rekinem :)

skomentuj (0)

końca początki, końce początku... 2010-04-11 10:44:49

Tyle się dzieje... a ja mam ochotę zsiąść z tej karuzeli nicości...
ułożyć wszystko jeszcze raz, na dobre, poskładać jeszcze lepiej...
Uporządkować siebie i wszystko co otacza. Żyję w bałaganie. Bałaganie codzienności, w pułapce uczuć, zamieszanych myślach, nieposkładanych cząstkach samej siebie, które tak skrupulatnie porwałam.

Nie, nie jest źle.
Ale czegoś brakuje.
Brakuje iskry, jakiegoś światełka, ciepełka. Brakuje mi siebie, tej radości, którą umiem mieć. Radości z niczego.
Kiedy zacząć od początku nie wpędzając się w poczucie winy?
Nie wiem, czy bardziej nie umiem zapomnieć przeszłości czy nie myśleć o przyszłości. Trudno mi pogodzić moje życie z moim losem.
Bo przecież jakoś to będzie...

a ja już nie chcę jakoś... chcę dobrze, chcę szczęśliwie i bezpiecznie... w którą więc stronę pójść?

Wszystko jakoś się toczy, wszystko  jakoś się układa, wszystko jest jakoś... jakoś inaczej, taka obojętność mnie pochłonęła, na życie, na sprawy... na czym mi zależy...?
Boję się, że musi nastąpić jakiś przełom, jakieś wydarzenie, które postawi mnie na nogi... brakuje czegoś takiego potrząsającego, żeby się obudzić, żeby wszystko było z życiem, żeby była nadzieja i sens.

A może to sama muszę sobie pomóc?
to już trwa... ile...
nie wiem ile... nie wiem ile potrwa...
wiem, że wkrótce... wkrótce się skończy...

bo nie lubię siebie takiej...

skomentuj (0)

Rozstania i powroty 2010-03-07 14:20:38

To ja wracam do siebie.
Już.
Zaraz.
Żegnajcie.
Przyjaciele i tutejsi.
Żegnajcie mili, najmilsi.

a czy mam brać ze sobą wspomnienia...?

skomentuj (0)

A ja wciąż na huśtawce... 2010-03-04 21:20:42

Dobrze, źle, lepiej, gorzej...
mija czas, ja się zmieniam...
gubię się, znajduję sens, tracę wszystko, zyskuję coś nowego...
załamuję ręcę, wstaję ponownie...
Myląc się, wiem czego chcę i co jest ważne...
Góra, dół.
Spadam.
I znów jestem sobą.

Bo ciągle trzeba walczyć.
Więc walczę.
O wszystko, o każdy dzień, każdą minutę.
Bo przecież musi być dobrze.

Mam wszystko. Resztę zdobędę.
Na inne poczekam.

a czego chcieć więcej? :)

z wiosennoleniwym pozdrowieniem...

skomentuj (0)

Zmiany bez zmian 2010-02-21 18:56:14

Wszystko inaczej.
Będzie jeszcze inaczej.

Siwy daje popalić. Wszystko na nie.
Chyba skończę współpracę.
Czekam...
może pojawi się coś nowego...?

Może los będzie sprzyjał...?



skomentuj (0)

Księga Gości